Polska, Kościół, i nie tylko

Wpisy

  • piątek, 19 kwietnia 2019
    • Jeszcze większy Piątek

      Jak co roku, piszę kilka zdań na temat Triduum Paschalnego. To święto najważniejsze dla mnie i dla wszystkich chrześcijan, choć może jeszcze nie wszyscy są tego świadomi. 

      W tym roku data Wielkiego Piątku zbiegła się z początkiem Paschy obchodzonej przez Żydów. Nie zawsze tak bywa, obliczenia terminów świąt paschalnych są dość skomplikowane i nie całkiem je rozumiem. Inaczej to wygląda u wyznawców judaizmu, inaczej w Kościele katolickim, jeszcze inaczej w prawosławnym. Terminy są zbliżone, ale nie jednakowe. 

      Śmierć Jezusa - jak wierzę centralne wydarzenie w historii człowieka - miała miejsce właśnie w dniu, kiedy Żydzi zabijali baranki paschalne. To nie przypadek, lecz Boży plan. Fakt, że dzisiaj Żydzi także obchodzą swoje święto, wzmacnia moje odczucie ważności i wyjątkowości tego dnia. 

       

      Ale dzisiejsza data ma jeszcze jedno znaczenie. 19 kwietnia 76 lat temu wybuchło powstanie w Getcie Warszawskim. Powstanie z góry skazane na przegraną - od początku było oczywiste, że żydowscy bojownicy nie mają szans na nic innego jak tylko godną śmierć. Tak się też stało. Po zlikwidowaniu wszystkich grup powstańczych Niemcy wyburzyli prawie cały obszar getta, czyli głównie Muranów - powszechnie znane są wstrząsające zdjęcia przedstawiające morze gruzów i sterczącą wśród nich wieżę kościoła św. Augustyna na Nowolipkach. 

       

       

      O tych gruzach już wspominałem, pisząc o dzielnicy mojego dzieciństwa. Dwadzieścia lat po zakończeniu niemieckiej okupacji biegałem po muranowskich podwórkach i bawiłem się z kolegami w wojnę, strzelając z patyka do "Niemców" kryjących się za śmietnikiem. Dopiero wiele lat później w pełni mogłem odczuć duchowe i symboliczne znaczenie tego miejsca. Kilka razy prowadziłem tam swoich uczniów, pokazując im Muranów i opowiadając o jego historii.

       

      I w ten sposób przeszedłem do tematyki szkolnej. Bo w tym roku jest mi trudniej niż zwykle zagłębiać się w tajemnice Triduum Paschalnego. Trwa strajk nauczycieli i na razie nie ma widoków na jego zakończenie. Ostatnia propozycja pisowskiego rządu, to zwiększenie tygodniowego pensum o 2 godziny i jednocześnie podwyższenie wynagrodzenia nauczyciela dyplomowanego brutto o 250 złotych. To kpina - kolejny policzek dla strajkujących. Taka propozycja oznacza wynagrodzenie około 30 złotych za każdą dodatkową lekcję (bo 2 w tygodniu, to nieco ponad 8 w miesiącu). Obecna stawka za lekcję jest o kilka złotych wyższa, więc ta propozycja oznacza OBNIŻENIE nauczycielskich płac ! Trzeba też wziąć pod uwagę, że dodatkowe godziny lekcyjne, to także więcej dyżurów na przerwach, więcej przygotowań i więcej prac do sprawdzania - w ten sposób 30 złotych za godzinę lekcyjną oznacza... no, może jakieś 20 za faktyczną godzinę pracy. To znacznie poniżej tzw. średniej krajowej, także poniżej mediany ! Czyżby rząd nie był tego świadomy? Raczej nie - to po prostu komunikat - nic wam nie damy, bo nam nie zależy na edukacji. 

       

      W środę pod gmachem Ministerstwa Edukacji Narodowej manifestowało około 8 tysięcy nauczycieli z Warszawy. We wtorek po świętach zaplanowana jest demonstracja ogólnopolska. Mam nadzieję że będzie nas dużo. Tymczasem jednak kolejne dni świętego Triduum. Oby przyniosły błogosławieństwo światu, Polsce, nauczycielom....

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      piątek, 19 kwietnia 2019 23:23
  • niedziela, 14 kwietnia 2019
    • Dzieje się

      Po strajkowym tygodniu nic nie drgnęło w stanowisku pisowskiego rządu. Chyba jednak dużo drgnęło w odbiorze społecznym naszego protestu. Nie znaczy to, że mamy powszechne poparcie, sondaże mówią o nieznacznej większości popierających strajk, ale duża część społeczeństwa jest temu przeciwna. Ale dobrze, że mało jest obojętnych. Sytuacja zmusza ludzi do pomyślenia i stanie polskiej oświaty, o roli szkoły i nauczycieli, o postawie rządzących. W wielu miastach odbyły się demonstracje poparcia - tu zdjęcie z Poznania.

       

      StrajknauczycielidemonstracjaPoznan

       

      Myślę że strajk wyzwolił w ludziach uśpioną potrzebę wyrażenia sprzeciwu wobec władzy. Były potężne demonstracje w obronie Trybunału Konstytucyjnego, polskiej demokracji, niezależności sądów - w kilkunastu z nich brałem udział. Jak dotychczas skuteczność oporu społecznego jest minimalna. Kaczyński i jego partyjni towarzysze to starzy gracze polityczni, pełni pogardy dla ludzi niezadowolonych z ich rządów. Dopóki mają większość sejmową, nie przejmują się manifestacjami sprzeciwu. Ale dla społeczeństwa to jest ważne. Nawet jeśli demonstracje nie przyniosą realnych efektów, to podtrzymują ducha oporu, dają możliwość spotkania się z ludźmi podobnie myślącymi, zobaczenia, że jest ich dużo. To pozwala przetrwać trudny czas i wydobyć się z poczucia bezsilności.

       

      Spotkałem nawet gdzieś tekst, którego autor wyraża nadzieję, że kwiecień stanie się kolejnym polskim miesiącem-symbolem, podobnie jak czerwiec, sierpień i grudzień. Ja raczej nie mam takich nadziei. Liczyłem, ze coś ważnego się stanie w grudniu 2016 roku, to się niestety nie spełniło. Ale kto wie?? 

       

      Na razie potrzebna jest wytrwałość. To dopiero tydzień strajku, a nastroje już nie takie ochocze jak na początku. Ludzie zaczynają liczyć ile stracą pieniędzy, niektórzy rodzice uczniów zapewne tracą już cierpliwość, sami uczniowie też pewnie czują się nieswojo podczas takich nietypowych ferii. To czego się obawiam, to jakiś wypadek, mniej lub bardziej tragiczny incydent z udziałem uczniów, którzy normalnie byliby w szkole. Państwowa propaganda na pewno umie zadbać o to, by takie ewentualne zdarzenie wykorzystać przeciwko nauczycielom. To oczywiście wcale nie musi się zdarzyć. Proszę o to Boga i mam nadzieję, że strajk nie przyniesie żadnych nieodwracalnych szkód tym, dla których my nauczyciele pracujemy.

      I dla nich też strajkujemy. Bo przecież jeśli wywalczymy znacząco lepsze wynagrodzenia, do pracy nauczycielskiej zaczną przychodzić ludzie zdolniejsi, bardziej zmotywowani, jakość nauczania i wychowania może w istotny sposób się podnieść. 

       

      A więc wytrwajmy. Naprawdę warto.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 kwietnia 2019 23:23
  • czwartek, 11 kwietnia 2019
    • Cztery dni strajku

      Już cztery dni strajkuję zamiast pracować. To największy strajk w Polsce od 1993 roku, obejmuje ponad 15 tysięcy placówek oświatowych i kilkaset tysięcy nauczycieli. Tamten sprzed 26 lat miał podobny zasięg. Skończył się przegraną, ale przyczynił się do upadku rządu i przedterminowych wyborów. Upadł wtedy rząd Hanny Suchockiej, który był o niebo lepszy od obecnego. 

      Wtedy moja szkoła nie strajkowała, mieliśmy tylko akcję protestacyjną polegającą na rozwieszeniu flag i plakatów. Teraz strajkujemy. Pracuję w tej samej szkole, jestem jednym z najstarszych nauczycieli. Wybrano mnie na przewodniczącego komitetu strajkowego. Jesteśmy w szkole w normalnych godzinach swojej pracy. Dyrekcja udostępniła nam dwie sale z zapleczem, gdzie można zrobić coś do jedzenia. Członkowie komitetu strajkowego dyżurują przy wejściu i prowadzą listę strajkujących. Udział w strajku jest oczywiście dobrowolny, około jedna czwarta nauczycieli nie strajkuje z przyczyn, nazwijmy to światopoglądowych. Codziennie kilkoro dzieci przychodzi do szkoły, ci którzy nie strajkują, organizują im zajęcia. 

       

      Jesteśmy zespołem szkół. Jest u nas także ostatnia już klasa gimnazjalna i od wczoraj trwają egzaminy. Komisje obstawione przez niestrajkujących. Dwie nauczycielki, które strajkowały w poniedziałek i wtorek, przerwały strajk, żeby nie zabrakło osób do nadzorowania egzaminu. 

      Okoliczności strajkowe sprzyjają integracji naszego zespołu. Na co dzień nie ma czasu pogadać, przerwy są krótkie, ledwo starcza czasu na łyk herbaty, wyjście do WC, przygotowanie materiałów do kolejnej lekcji. Teraz można nadrobić braki w konwersacji, lepiej się poznać. To pozytywna strona strajku. Ale pod spodem czai się niepewność co dalej, ile dni jeszcze będzie trwał ten nienormalny stan. Większość z naszego grona ma niezłą sytuację materialną, niektórzy mają dochody z korepetycji czy innych dodatkowych prac, ja korzystam z wcześniejszej emerytury. Strata nawet połowy miesięcznej wypłaty to nie problem. Ale co, jeśli strajk potrwa jeszcze dłużej? Pierwszego dnia strajkowali z nami pracownicy szkolnej administracji i obsługi, potem powrócili do swojej pracy, bo oni zarabiają jeszcze mniej od nas, a o dodatkowe dochody im trudniej. 

       

      Deklarując udział w komitecie strajkowym, jednocześnie zdecydowałem się na strajkowanie do końca, czyli do ogłoszenia zakończenia strajku przez Zarząd Główny ZNP. Nigdy nie należałem do tego związku, a jednak teraz utożsamiam się z jego postulatami i całokształtem działalności. Przez kilkanaście lat byłem w szkole przewodniczącym koła 'Solidarności", aż wreszcie jesienią 2016 roku wypisałem się z tej organizacji, która stacza się na dno. Bardzo przykre jest patrzenie jak upada coś, co było symbolem wolnej Polski. 

       

      Jutro piąty dzień strajku, Koleżanka ułożyła fajną piosenkę, której będziemy się uczyć i nagramy, dzieląc się nią z innymi strajkującymi szkołami. To dodaje ducha. Nie możemy się poddać. Tu nie chodzi tylko o nasze pieniądze, ale o godność zawodu nauczyciela i przyszłość polskiej edukacji. Niestety rządzący mają inne zdanie na ten temat. 


       ciemnota

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 kwietnia 2019 23:17
  • niedziela, 07 kwietnia 2019
    • Strajk - to nic miłego

      Przed chwilą rozpoczęły się rozmowy ostatniej szansy pomiędzy rządem a nauczycielami. Nie liczę na cud i przygotowuję się do strajku. Ściślej mówiąc, już wszystko do strajku jest przygotowane. Jestem przewodniczącym komitetu strajkowego w swojej szkole. Część nauczycieli nie przystąpi do strajku, szanujemy ich decyzję. Szkoła i tak nie będzie normalnie funkcjonować. Mało mam czasu na pisanie, więc umieszczam długi cytat - tekst, który znalazłem na facebooku w grupie (do której należę) "NIE dla chaosu w szkole" 

       

      Drogie Koleżanki i Drodzy Koledzy!

      Termin rozpoczęcia strajku zbliża się wielkimi krokami. Mimo to nie widać ze strony rządu żadnej woli porozumienia. Negocjacje z przedstawicielami nauczycieli są odwlekane w czasie. Moim zdaniem jest to działanie celowe – chcą, by nasze środowisko powoli się wykruszało, co niestety widać w niektórych placówkach, ale również na forach internetowych. Coraz więcej osób ma wątpliwości odnośnie celowości, a przede wszystkim skuteczności strajku. I o to chodzi stronie rządzącej!

      Odwlekanie porozumienia w czasie ma spowodować, że część z nas zrezygnuje ze strajku. Wtedy do społeczeństwa pójdzie przekaz: „Zobaczcie, mówili, że jest ich dużo, cała Polska, a ostatecznie strajkuje tylko garstka. Nie ma paraliżu szkół. Wszystko odbywa się normalnie. Egzaminy nie są zagrożone. NIE MA PROBLEMU”

      Dlatego to my musimy pokazać, że prawda jest inna. 8 kwietnia musimy pokazać, że negocjacje trwają, ale my robimy swoje!Tak naprawdę skuteczność strajku i negocjacji zależy od nas, od działań oddolnych zwłaszcza w pierwszych dniach. 8 kwietnia pokazujemy społeczeństwu i stronie rządzącej, że nie mówiliśmy o strajku, żeby pogrozić paluszkiem. Pokazujemy, że nie żartowaliśmy i że jesteśmy gotowi walczyć o siebie. To jednocześnie sygnał dla rządu, że egzaminy, które mają się odbyć dwa dni później, mogą nie dojść do skutku!

      Te pierwsze trzy dni strajku mają być tak uciążliwe, żeby dyrektorzy, którzy nas nie doceniają, odczuli nasz brak; żeby rodzice, którzy nas obrażają, odczuli, jak to jest być cały dzień z ich nieposłusznym dzieckiem; żeby rząd, który śmieje się z nas i szczuje nas przeciwko sobie, zobaczył, że w ważnych momentach potrafimy iść jednym frontem!

      Pozostali dyrektorzy i rodzice są po naszej stronie i będą nas wspierać!

      Proszę, nie możemy się poddać w ostatniej chwili.Jeśli teraz się wycofamy, to nie mamy szans na wywalczenie złamanego grosza!

      Prześlij tę wiadomość do znajomych nauczycieli, niech oni przekazują to dalej. Motywujmy siebie nawzajem i nie traćmy nadziei! STRAJKUJMY! 

       

      Na koniec tabelka, którą sam opracowałem. Przedstawia wysokość wynagrodzenia zasadniczego nauczyciela dyplomowanego (czyli najwyższa pozycja w nauczycielskiej tabeli płac) na tle średniej krajowej w gospodarce według danych GUS. Można zobaczyć co w tej sprawie robiły poszczególne rządy w Polsce.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 kwietnia 2019 19:52
  • wtorek, 02 kwietnia 2019
    • Nie trzeba palić książek

      Od wczoraj w internecie i innych mediach najpopularniejszy temat, to ognisko rozpalone na kościelnym placu w gdańskiej parafii. Spalono w nim przedmioty, które zdaniem księdza prowadzącego rekolekcje były zagrożeniem duchowym dla osób z nich korzystających. Wśród nich znalazły się także książki, między innymi popularna seria "Harry Potter". Właśnie z powodu tych książek sprawa stała się tak głośna. 

       

      Osoby niewierzące, ale także wielu wierzących uważa, że zagrożenia duchowe niesione przez przedmioty, to głupi zabobon. Niestety tak nie jest. Złe duchy istnieją naprawdę, ich działanie może być prawdziwym zagrożeniem. Kiedyś już o tym pisałem. Znam wiarygodne relacje o osobach uzależnionych od tarota, wróżenia, horoskopów i praktyk okultystycznych. To może doprowadzić do zniewolenia duchowego, trwającego nieraz wiele lat.

       

      Przedmioty spalone w Gdańsku dla jednych mogą być całkiem obojętne, a innym mogą wyrządzić prawdziwą szkodę. To trochę podobnie jak z alkoholem. U mnie w szafce stoi kilka butelek wina i wódki, z ich zawartości korzystam przy wyjątkowych okazjach, a na codzień są mi obojętne. Jednak dla alkoholika, który próbuje wyrwać się z nałogu, pełne butelki w szafce są prawdziwym niebezpieczeństwem. Zdarza się, że mocne postanowienie podjęcia leczenia alkoholizmu wiąże się z symbolicznym aktem wylania do zlewu butelki wódki. Zapewne podobnie było w Gdańsku. Po nauce rekolekcyjnej niektórzy zauważyli, że naprawdę zaczynają wierzyć w magiczną moc pewnych przedmiotów lub w to, co opisują książki fantasy. A to już prowadzi do uzależnienia i zniewolenia. Chcieli więc pozbyć się tego w sposób symboliczny, zaproponowany przez księdza. 

       

      Nie wzięli jednak pod uwagę - a ksiądz na pewno powinien o tym pomyśleć - że palenie książek, to akt symboliczny o zupełnie innej wymowie. To akt przeciwko wolności, historycznie skojarzony z totalitaryzmem, przede wszystkim hitlerowskim. I dlatego źle się stało, że coś takiego zrobiono. Ja nie oburzam się aż tak, wiedząc, że dla niektórych uczestników wydarzenia spalenie czegoś mogło być wyzwalające. No, ale niestety wymowa palonych książek jest na tyle mocna, że incydent stał się znany nawet poza granicami Polski. I skutki są przeciwne do zamierzeń, bo wyszydza się Kościół jako instytucję zabobonną i odbierającą wolność. A tłumaczenie, które tutaj przedstawiłem, niewielu przekonuje. 

       

      Tłumaczeniem aktu spalenia książek nie może być też powoływanie się na fragment z Dziejów Apostolskich: "Przychodziło też wielu wierzących, wyznając i ujawniając swoje uczynki. I wielu też z tych, co uprawiali magię, poznosiło księgi i paliło je wobec wszystkich. Wartość ich obliczono na pięćdziesiąt tysięcy denarów w srebrze." (Dz 19,18-20). Po pierwsze tamte księgi naprawdę były używane jako narzędzia magii i za ich pomocą można było wyrządzać zło. Po drugie, nie było wtedy jeszcze żadnych konotacji historycznych związanych z paleniem książek.

       

      Palenie książek, to zamach na wolność ludzkiej myśli - w naszych czasach wartość powszechnie uznawaną za jedną z najwyższych. Gdański incydent, to przestroga i nauka dla ludzi Kościoła. Uważajmy, jak nasze działania mogą być odbierane nie tylko w wąskim kręgu zaangażowanych, ale w świecie, wśród osób patrzących z zewnątrz. Jakie świadectwo dajemy światu. To naprawdę ważne.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 kwietnia 2019 22:36
  • niedziela, 24 marca 2019
    • Będzie strajk

      W ostatnich dniach najważniejsza dla mnie sprawa to strajk pracowników oświaty. W szkole gdzie pracuję byłem jednym z organizatorów referendum strajkowego i prawdopodobnie będę w komitecie strajkowym. Jest to szkoła specjalna, dostajemy dodatek za trudną pracę, choć szczerze mówiąc ta praca wcale nie jest trudniejsza niż w zwykłych szkołach. Wymaga tylko większego przygotowania fachowego - nauczyciele muszą mieć studia podyplomowe. Tak, że zarabiamy więcej i nie odczuwamy tak mocno jak inni, że nasze wynagrodzenia są zbyt niskie. Choć patrząc z punktu widzenia młodego człowieka świeżo po studiach, przyjście do naszej szkoły wcale nie jest atrakcyjne. Bo stażysta zarabia naprawdę słabiutko, a musi jeszcze zrobić te studia podyplomowe, żeby móc zdobyć stopień nauczyciela kontraktowego i mieć stałą umowę. Więc brakuje nam matematyków i anglistów, tzn. ci, którzy są muszą brać nadgodziny, choć wcale tego nie chcą. A co dopiero w innych szkołach. Wciąż dzwonią do mnie uczniowie z różnych szkół, że właśnie odszedł albo zachorował matematyk i potrzebne są korepetycje. Mimo emerytury pracuję więc na pełnym etacie i jeszcze mam kilka godzin tygodniowo "korków" a mógłbym mieć ich chyba ze 20 godzin.

       

      Kilka dni temu odbyło się to referendum i za strajkiem głosowało ponad 80 procent pracowników. Determinację strajkową wzmagają wypowiedzi członków rządu. A już szczytem wszystkiego jest kłamstwo pisowskiej telewizji, w której pokazano wypowiedź nauczycielki rzekomo zadowolonej z podwyżek płac. Okazało się, że wypowiedź jest sprzed roku i dotyczy czegoś innego

      55465113_2553840934643426_1656565497338003456_n

       

      Niedawno mój najmłodszy syn skończył studia na SGH. To uczelnia z dużą renomą, a syn podczas studiów już przez rok pracował zgodnie ze swoim kierunkiem, ma więc czym się pochwalić w CV. Teraz przez kilka tygodni szukał dobrej pracy i wreszcie znalazł. Suma, którą będzie zarabiał przerosła moją wyobraźnię. Wynegocjował w firmie ponad 6 tysięcy. Ja jestem nauczycielem dyplomowanym z 37-letnim stażem i na pełnym etacie w szkole specjalnej zarabiam poniżej 5 tysięcy. To daje pojęcie o sprawie, w której mamy strajkować. Zgadzam się, że są pewne przywileje w moim zawodzie. Byłoby sprawiedliwie, gdyby średnia płaca nauczyciela była nieco niższa niż człowieka z analogicznym stażem i wykształceniem - niższa o 1/12, bo mamy o miesiąc więcej urlopu niż inni pracownicy. No, ale teraz jest niższa mniej więcej dwukrotnie. 

       

      Dzisiaj w wiadomościach TVP mieliśmy kolejny seans propagandy przeciwko protestującym nauczycielom. Co ciekawe, nie wspomniano, że protestuje także nauczycielska "Solidarność", której postulaty są wprawdzie nieco łagodniejsze, ale za to planowana jest najostrzejsza forma protestu czyli głodówka. Zresztą w wielu szkołach także członkowie Solidarności mają zamiar przyłączyć się do strajku. Ja wypisałem się z tego upadłego związku ponad dwa lata temu i to był ostatni moment kiedy mogłem to zrobić bez utraty twarzy. Teraz Solidarność oświatowa nieśmiało próbuje powstać z tego upadku. Ale strajk organizuje ZNP, organizacja z socjalistycznym rodowodem, od której zawsze starałem się trzymać z daleka. Teraz okazuje się, że warto jednak z tym związkiem współpracować. 

       

      Ja osobiście nie ryzykuję biorąc udział w strajku. Szkoda mi młodych ludzi, którzy mają przystępować do egzaminów. Ale wchodzę w to. Może być ostro.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 marca 2019 22:14
  • niedziela, 17 marca 2019
    • Kościół na rozdrożu

      W czwartek polski episkopat przedstawił dane dotyczące przypadków pedofilii w Kościele. Według tych danych, w okresie od 1990 roku 382 duchownych skrzywdziło ponad 600 dzieci. To duża liczba, ale i tak mocno zaniżona, jak przyznają autorzy raportu. Najgorsze jest to, że podczas prezentacji tych smutnych liczb biskupi nie potrafili okazać skruchy, wypowiedzieć prostych słów "prosimy o przebaczenie". Media cytują oburzające wypowiedzi biskupa Jędraszewskiego, który usiłował relatywizować problem używając oburzających sformułowań

       

      W komentarzach na facebooku i na portalach internetowych zalew krytyki, często przesadzonej, ale trudno się dziwić, bo temat wywołuje emocje. Przeczytałem właśnie, że krakowski biskup pomocniczy Damian Muskus określił reakcję na ujawnione fakty jako "słuszny gniew". I tak jest rzeczywiście. Ludzie mają prawo się gniewać, a adresaci tego gniewu powinni przepraszać, a nie tłumaczyć się. 

       

      To jedyna droga dla Kościoła, którego założycielem i mistrzem jest przecież Jezus Chrystus. "On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi". To słowa św. Pawła z listu do Filipian często odczytywanego w kościołach. A sam Chrystus mówił "Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem" a także "Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich".  Słuchając niektórych księży i biskupów mam wrażenie, że słów Chrystusa nie przyjmują do siebie. To smutne i niepokojące. Bo może stać się tak jak w Irlandii. Tamtejszy Kościół jeszcze trzydzieści lat temu był jednym z najsilniejszych w Europie - porównywano go do Kościoła polskiego. Dzisiaj przeżywa kryzys, a sytuacja, która doprowadziła do tego kryzysu, trochę przypomina to, co teraz dzieje się w Polsce. Przypominam ten przykład także dlatego, że dzisiaj mamy dzień świętego Patryka, patrona Irlandii, któremu zawdzięczamy mocne fundamenty katolicyzmu w tym kraju.

       

      Chciałbym, żeby polski Kościół poszedł inną drogą niż irlandzki, żeby umiał oczyścić się i naśladować pokorę Chrystusa. Teraz jest ostatni moment.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 marca 2019 12:49
  • niedziela, 10 marca 2019
    • Prawdziwe obawy czy polityczne wyrachowanie?

      W sprawie związków homoseksualnych mam raczej konserwatywne poglądy. To znaczy, uważam, że taki związek nie może nazywać się małżeństwem i nie może mieć prawa do adopcji dzieci. Inne prawa niech sobie będą - np. akt cywilny wprowadzający między partnerami wspólnotę majątkową i przynależność do pierwszej grupy podatkowej. Jak dowodzą badania medyczne i psychologiczne, orientacja seksualna nie jest wyborem i nie ulega zmianom w wyniku terapii. Mam jednak mocne przekonanie, że współżycie seksualne z osobą tej samej płci nie jest zgodne z moralnością chrześcijańską - krótko mówiąc, jest grzechem. Kościół nie może więc błogosławić związków homoseksualnych i nie jest to żadna dyskryminacja. 

       

      Natomiast na pewno są złem wszelkie formy prześladowania osób homoseksualnych. W moich czasach szkolnych przezwisko "ty pedale" było traktowane jako jedno z najbardziej obraźliwych, a pojawiało się często. Teraz, o ile umiem zaobserwować jako nauczyciel, wygląda to już inaczej, istnieje pewna doza tolerancji wobec osób odmiennej orientacji. Właśnie w tym aspekcie rozumiem głośną w ostatnich tygodniach "deklarację LGBT" podpisaną przez prezydenta Warszawy. Ma ona chronić przed prześladowaniem - wyśmiewaniem, pogardą, przemocą fizyczną i psychiczną. 

       

      Nie boję się, że efektem deklaracji będzie wzrost homo- i hetero-seksualnej propagandy w szkołach i ogólnie w wychowaniu młodzieży. Ta propaganda istnieje już od dawna, jest obecna we wszystkich mediach zaliczanych do nurtu liberalnego (zwanego także mainstreamem, ale teraz w Polsce obowiązuje inny mainstream). Programy szkolne nie maja prawa się zmienić z powodu deklaracji prezydenta miasta. W deklaracji mowa o tym, że w każdej szkole ma być "przynajmniej jedna osoba z kadry, która interweniuje i pomaga młodzieży i dzieciom LGBT+ prześladowanym z powodu orientacji lub tożsamości płciowej". Ma być także prowadzona "edukacja antydyskryminacyjna zgodna ze standardami Światowej Organizacji Zdrowia".

       

      I z tego powodu katolicko-narodowa prawica podniosła wielki krzyk pod hasłem obrony dzieci i rodziny. Standardy WHO rzeczywiście są kontrowersyjne, sugerują edukację seksualną znacznie wykraczającą ponad to, co jest akceptowane w naszym kręgu kulturowym. Rzecz w tym, że "deklaracja" wcale nie zaleca wprowadzania takiej edukacji ! Zresztą nie wiem, czy to co można wyczytać w standardach WHO weszło do praktyki wychowania w jakimkolwiek państwie. Tym bardziej nie ma szans, by weszło u nas ! Przecież programy nauczania są efektem pracy specjalistycznych zespołów i szeroko dyskutowane zanim wejdą w życie.

       

      Tymczasem jednak politycy PiSu zwietrzyli okazję. Wszyscy zgodnie napadają nie tylko na Trzaskowskiego, ale ogólnie na utworzoną niedawno koalicję partii opozycyjnych, bo przecież jeśli ona zwycięży w wyborach, to seksualizacja dzieci będzie obowiązkowa w przedszkolach i szkołach! Marszałek Senatu opublikował na Twitterze obrazek rodziny chronionej parasolem Pisu przed zalewem tęczy LGBT. Co ciekawe, niektórzy zauważyli, że podobny obrazek był niedawno obecny w propagandzie nacjonalistów. To nie nowość - PiS idzie przecież ręka w rękę z nimi. A prezes Kaczyński wczoraj na konwencji przedwyborczej ogłosił walkę z homopropagandą jako główny element kampanii wyborczej. Tak. Walka z przeciwnikiem, prawdziwym czy urojonym, dobrze się sprzedaje. Opozycja ma kłopot - nie ogłosiła jeszcze żadnych chwytliwych haseł, a kampania wyborcza do Europarlamentu właśnie startuje. 

       

      parasole

       

      W obronie dzieci i rodziny wypowiedzieli się też ludzie, których słucham uważnie - Roman Giertych, Joanna Szczepkowska,  a przede wszystkim warszawscy biskupi. Nie podzielam obaw tych osób co do wpływu deklaracji prezydenta Trzaskowskiego na praktykę wychowania młodzieży, ale mają rację co do tego, że sprawy LGBT nie są dla ludności Warszawy najważniejsze i podpisywanie deklaracji w obecnej chwili może mieć niekorzystne skutki polityczne. Prawica dzięki swoim zdolnościom demagogicznym może tanim kosztem zdobyć kilka punktów poparcia. Tego się bardzo obawiam. Chyba, że opozycja wymyśli coś mądrego.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 marca 2019 22:20
  • sobota, 09 marca 2019
    • Ksiądz i jego pomnik

      Cztery tygodnie przerwy - trzeba wreszcie skomentować otaczającą rzeczywistość. Działo się ostatnio sporo w sprawach dla mnie najważniejszych. Zacznę od ks. Henryka Jankowskiego. Pisałem o nim kilka miesięcy temu, kiedy stały się głośne oskarżenia ks. Henryka o pedofilię. Przez całe lata osiemdziesiąte ks. Jankowski był dla mnie przykładem wielkiego kapłana, który oprócz zwykłej posługi w Kościele wypełnia także ważną misję dla Polski. Potem ten jasny obraz zaczął się coraz bardziej zaciemniać, a teraz okazuje się, że był to człowiek kryjący mroczne tajemnice, być może bardziej godny potępienia niż pochwał. 

      Kilkanaście dni temu kilku mężczyzn, których nazwisk nie ujawniono, obaliło pomnik ks. Jankowskiego stojący w Gdańsku na skwerze imienia tegoż księdza. Zrobili to w sposób nielegalny i prawdopodobnie będą ukarani. Po dwóch dniach pomnik postawiono z powrotem. A dwa tygodnie później gdańscy radni już oficjalnie uchwalili odebranie księdzu tytułu honorowego obywatela Gdańska, usunięcie pomnika i zmianę nazwy skweru. Nazajutrz pomnik został już legalnie zdemontowany. 

      W całej tej sprawie kilka rzeczy mi się nie podoba. Przede wszystkim to, że jak dotąd nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności, by rzetelnie zbadać oskarżenia pod adresem ks. Jankowskiego. Oskarżeń tych jest dużo i mają ogromny ciężar. Są wręcz przerażające, tworzą obraz postaci niemal zbrodniczej. Gdyby kapłan żył, z pewnością trwałoby już śledztwo. Przeciw osobie nieżyjącej śledztwa się nie prowadzi. Kto więc może zająć się tą sprawą? Czy coś stoi na przeszkodzie, by biskup powołał komisję z udziałem przedstawicieli Kościoła i władz świeckich? To chyba byłoby dobre rozwiązanie. Sprawy, która bulwersuje miliony Polaków nie można zostawić bez zbadania.

      Druga zasmucająca rzecz to przepychanki wokół pomnika. Nielegalne obalenie nie przyniosło dobrych owoców, bo wywołało emocjonalne reakcje obrońców księdza Jankowskiego, którzy nadal uważają go za świetlaną postać. Czy wszędzie muszą się znaleźć ludzie, którzy odrzucają dobrze uzasadnione fakty? Nawet, gdyby opowieści skrzywdzonych osób były tylko w połowie prawdziwe, wystarczyłoby to do stwierdzenia, że ks. Jankowski nie zasługuje na uhonorowanie. Naprawdę dziwię się takim postawom. Dziwię się też, że w głosowaniu rady miejskiej nie wzięli udziału radni PiSu. A może nie powinienem się dziwić? Czy partia rządząca uważa, że w taki sposób broni Kościoła? Tak, broni tej strony Kościoła, która jest odwrócona od prawdy, odwrócona od Chrystusa, pełna pychy, zapatrzona w dobra tego świata. Taka część Kościoła niestety w naszym kraju ma się dobrze. Idzie ręka z rękę z partią władzy. Czekam, kiedy to się wreszcie zmieni. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      sobota, 09 marca 2019 23:40
  • niedziela, 10 lutego 2019
    • Krótko o aktualnościach

      Patrzę ostatnio na polskie wydarzenia z dużym dystansem, jakby przez matową szybę. Coś tam widać, ale czy będą konkretne skutki? A jeśli tak, to czy pozytywne?

       

      1. "Taśmy Kaczyńskiego". Partia ściśle związana z bogatą spółką biznesową, układ, sitwa, korupcja, nieuczciwe zagrania wobec kontrahentów.... Niczego lepszego nie podziewałem się po politykach PiSu, czekałem kiedy mleko się rozleje w postaci jakiejś grubszej afery, no i doczekałem się. Tyle tylko, że po zwolennikach PiSu spływa to jak po kaczce (he he)....

       

      2. Agent SB Kazimierz Kujda w gronie najbliższych współpracowników Kaczyńskiego, najbardziej zaufanych doradców.... No cóż, od dawna wiadomo, że agenci dzielą się na złych i dobrych, na tych, którym trzeba zabrać emeryturę i opluwać przy każdej okazji i tych, których współpraca "nikomu nie zaszkodziła" i ich "nie dyskwalifikuje". Pani Basia sekretarka Kaczyńskiego była wcześniej sekretarką generała stanu wojennego? Nic nie szkodzi. Każdy agent albo komunista jeśli popiera PiS, zostaje automatycznie oczyszczony z wszelkich zarzutów i podejrzeń.

       

      3. Wiceminister Andruszkiewicz podejrzany o fałszowanie podpisów na listach przedwyborczych? Prokuratura nie powinna się tym interesować. Ciekawe, czy sprawa będzie miała jakiś dalszy ciąg. Być może wiceminister pozostanie wiceministrem i co mu kto zrobi?

       

      4. Robert Biedroń zakłada partię, która rozbija i skłóca opozycję, jej program jest najbardziej ze wszystkich sprzeczny z retoryką partii rządzącej, ale partia rządząca nie będzie przecież krytykować człowieka, który być może przyczyni się do jej zwycięstwa w kolejnych wyborach.

       

      5. Prawdziwa opozycja ciągle nie może się dogadać. Wszystkie sondaże wskazują na przewagę ewentualnej koalicji nad partią rządzącą, ordynacja wyborcza jednoznacznie sprzyja dużym i zjednoczonym, ale do polityków jakby to nie dociera. Trwają targi i przepychanki, nikt nie zamierza poświęcać swojego baaardzo niepewnego sukcesu na rzecz bardzo pewnego zwycięstwa koalicji, które może uratować Polskę. I to jest najbardziej wkurzające.

       

      6. Nie, przepraszam. Jeszcze bardziej wkurzające są słowa doradcy prezydenta Zybertowicza - "Podczas obrad Okrągłego Stołu komuniści podzielili się władzą z własnymi agentami". To nawet więcej niż wkurzające. Skandaliczne. Podłe. Antypolskie. A prezydent milczeniem daje do zrozumienia, że też tak myśli. Tacy ludzie są obecnie u władzy. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 lutego 2019 22:04
  • sobota, 09 lutego 2019
    • [*] Jan Olszewski

      O Janie Olszewskim usłyszałem w 1977 roku, w okresie intensywnej działalności Komitetu Obrony Robotników i kilku innych nielegalnych organizacji opozycyjnych. W przekazywanych sobie po cichu w studenckim gronie wiadomościach i nielegalnych gazetkach powtarzały się nazwiska adwokatów broniących robotników po wydarzeniach czerwca 1976 roku. Jednym z nich był właśnie Olszewski. Później coraz częściej występował jako obrońca w procesach politycznych. Jego charakterystyczny głos poznałem dopiero w 1985 roku, podczas procesu zabójców ks. Jerzego Popiełuszki. Był wtedy oskarżycielem posiłkowym, pełnomocnikiem warszawskiej kurii diecezjalnej oraz rodziny księdza Jerzego. Polskie Radio nadawało relacje i transmisje z tego procesu, który poruszał całe polskie społeczeństwo. Dzisiaj, po latach, przeczytałem końcową mowę Jana Olszewskiego - jest w niej wiele wątków ważnych i aktualnych także obecnie.

       

      Niestety w suwerennej III Rzeczpospolitej Jan Olszewski nie odegrał pozytywnej roli. Był zagorzałym orędownikiem rozliczeń, lustracji, tropienia rzekomych tajnych układów. Zakładał partie i ugrupowania, które raczej przyczyniały się do burzenia, a nie odbudowy Rzeczypospolitej. Nie chcę rozwijać tego tematu, wiele o tym napisano. Pewnie dopiero za kilkadziesiąt lat będzie możliwa pełna i obiektywna ocena tego co działo się w burzliwych latach 90-tych, a teraz owocuje nieszczęsnymi rządami Kaczyńskiego. Wolę pamiętać Jana Olszewskiego z lat jego działalności w PRL. Niech Bóg okaże mu swoje miłosierdzie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      sobota, 09 lutego 2019 00:37
  • środa, 06 lutego 2019
    • Okrągła rocznica

      Pewnie niewielka część Polaków umiałaby odpowiedzieć na pytanie, kiedy rozpoczęły się obrady Okrągłego Stołu. A to właśnie dzisiaj mamy 30-tą rocznicę tego wydarzenia, które było początkiem wielkich przemian w historii całego świata.

       

       

      6 lutego 1989 pamiętam bardzo dobrze. Pomysł "okrągłego stołu" przy którym mieli rozmawiać politycy obozu rządzącego z przedstawicielami nielegalnej jeszcze opozycji politycznej, narodził się kilka miesięcy wcześniej, po strajkach w lipcu i sierpniu 1988 roku. Polska gospodarka była w tragicznym stanie, w społeczeństwie dominowało poczucie beznadziejności po 7 smutnych latach zapoczątkowanych wprowadzeniem stanu wojennego. Okrągły stół w postaci fizycznej wyprodukowano już w październiku, ale okazało się że obóz władzy jeszcze nie jest gotowy do rozmów z ludźmi, których kilka lat wcześniej zamykano w więzieniach. Sam miałem już wtedy poczucie, że rodzi się jakaś nadzieja na prawdziwe zmiany w Polsce, ale jednocześnie obawę, że to zbyt piękne, żeby szybko stało się prawdziwe. 

      Ważnym krokiem na tej drodze do okrągłego stołu była słynna telewizyjna debata Wałęsa-Miodowicz 30 listopada. Po raz pierwszy od 7 lat dopuszczono w telewizji do głosu kogoś, kto ma inny pogląd na Polskę niż ten głoszony oficjalnie. (Tu dygresja - w tym momencie nie sposób nie pomyśleć o obecnej TVP, która tak samo jak wówczas tworzy jeden obowiązujący obraz Polski i świata. Na szczęście teraz są inne telewizje, wtedy trzeba było "łapać" Radio Wolna Europa albo Głos Ameryki). Po tej debacie ogromna część społeczeństwa poczuła, że coś się rusza w polityce, że PZPR-owski beton zaczyna się kruszyć.

       

      Kilka miesięcy trwały przepychanki. Z różnych źródeł płynęły sprzeczne informacje o tym co kto myśli i mówi w partyjnym gronie, bo wówczas prawdziwe dyskusje polityczne były głęboko utajnione. Podobno Kiszczak i Jaruzelski mocno naciskali towarzyszy z Biura Politycznego PZPR, żeby jednak zgodzili się na rozmowy. Na pewno ważną rolę w przekonywaniu rządzących że tak trzeba, odegrali polscy biskupi. Mówiło się też, że największy sprzeciw partyjnego betonu budzi warunek stawiany przez opozycję, by w rozmowach brali udział Jacek Kuroń i Adam Michnik. Byli to ludzie - symbole peerelowskiej nielegalnej opozycji, którym komuniści przypisywali wszelkie zło. (Ciekawe, że pisowska władza mówi o Michniku to samo).

       

      Wreszcie, pod koniec stycznia, ogłoszono, że jest zgoda strony partyjnej i rozmowy Okrągłego Stołu rozpoczną się 6 lutego. Uroczyste rozpoczęcie pokazano w telewizji. Współczesne pokolenie chyba tego nie zrozumie, ale pojawienie się Kuronia i Michnika w telewizji było szokiem. To mniej więcej tak, jakby dopuszczono jakiegoś katolickiego biskupa do mównicy na zebraniu Nowoczesnej. A później codziennie pokazywano relację z obrad i można było nie tylko zobaczyć legendarne postacie peerelowskiej opozycji, ale nawet usłyszeć ich wypowiedzi. 


       

       

      W lutym oczekiwaliśmy narodzin naszego trzeciego syna. W połowie miesiąca żona poszła do szpitala, żeby można było monitorować stan dziecka. Poród się opóźniał i mówiliśmy czasem, że nie wiadomo co się prędzej urodzi - nasze dziecko, czy porozumienie przy Okrągłym Stole. Oczywiście mogłem z żoną rozmawiać tylko wtedy gdy udało się jej zadzwonić z automatu na szpitalnym korytarzu, bo na oddziałach patologii ciąży odwiedzin nie było - takie to były czasy. Jednak dziecko było pierwsze, a obrady przedłużały się, negocjacje były twarde i trudne. Porozumienie ogłoszono dopiero 5 kwietnia. I wtedy w Polsce naprawdę wszystko zaczęło się zmieniać.

       

      Nie wszystkim podobało się to, że komuniści oddają władzę stopniowo i bez ostrych rozliczeń. Dzisiejsze władze starają się wzbudzić w Polakach przekonanie, że należało wszystko przeprowadzić inaczej. W "Wiadomościach" TVP, które czasem muszę niestety oglądać, wypowiedziano dzisiaj kuriozalne zdanie: "w istocie Okrągły Stół opóźnił przemiany ustrojowe". Pięści mi się zaciskają jak słyszę coś takiego. Niech sobie przypomną jak było w innych państwach - czy gdziekolwiek udało to się lepiej niż w Polsce?! Gdyby nie mądrość obu stron, mielibyśmy postkomunizm i wieloletnią zależność od Rosji jak na Ukrainie, albo rozlew krwi jak w Rumunii. Czy za tym tęskni Kaczyński i jego wierni towarzysze?!

       

      Dla mnie Okrągły Stół, to powód do dumy z Polski. To jedno z naszych wielkich zwycięstw - a przecież nie było ich wiele w całej tysiącletniej historii. Trzeba się cieszyć tym bardziej, że zwycięstwo dokonało się w sposób pokojowy i pociągnęło za sobą upadek komunizmu w większości państw na świecie. Dało początek czasom, w których można było powiedzieć, że nastał koniec historii. Szkoda, że ten stan nie utrzymał się długo. No, ale taka już natura człowieka. 

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      środa, 06 lutego 2019 23:23
  • czwartek, 31 stycznia 2019
    • Potężna Gromadka

      Wczorajszy wpis poświęciłem "Obrazkom z wystawy". Kolejne pozycje na mojej liście ulubionych utworów muzyki klasycznej to także dzieła Rosjan. W drugiej połowie XIX wieku pięciu z nich utworzyło grupę artystyczną zwaną "Potężną Gromadką". Należał do niej Modest Musorgski, ale chyba większą światową sławę osiągnęli dwaj inni - Mikołaj Rimski-Korsakow i Aleksander Borodin. Dziełem Rimskiego-Korsakowa jest światowy przebój "Lot trzmiela". Ale tutaj chciałbym dzisiaj umieścić piękny poemat symfoniczny "Szeherezada" w wykonaniu znakomitych filharmoników wiedeńskich. Warto zwrócić uwagę na dyrygenta, który daje z siebie wszystko i trochę mi przypomina niezrównanego Jerzego Maksymiuka.

       

      

       

      Klimat i brzmienie instrumentów w wielu fragmentach "Szeherezady" bardzo bliskie jest "Obrazkom z wystawy" w instrumentacji Maurycego Ravela. Przekładając fortepianową kompozycję Musorgskiego na dzieło orkiestrowe, Ravel wspaniale wczuł się w muzyczne pokrewieństwo łączące członków "Potężnej Gromadki". Będąc Francuzem potrafił oddać ducha muzyki rosyjskiej - to naprawdę fascynujące.

       

      Trzeci z członków "Gromadki" Aleksander Borodin najbardziej znany jest jako twórca opery "Kniaź Igor", a w niej przebojowym utworem są "Tańce Połowieckie"

       

      

       

      W tym samym czasie, co pięciu kompozytorów mających wspólny program artystyczny, tworzył inny wielki Rosjanin - Piotr Czajkowski. Nie przystąpił do "Potężnej Gromadki", ale osiągnął większą sławę niż jej członkowie. W twórczości Czajkowskiego słychać zresztą takie same klimaty muzyczne, tę samą rosyjską duszę. Spośród jego utworów najbardziej lubię I koncert fortepianowy b-moll. Tutaj w wykonaniu Marty Argerich, zwyciężczyni VII Konkursu Chopinowskiego, pierwszego który pamiętam.

       

      

       

      Tak, muzyka rosyjska, podobnie jak żydowska, w jakiś dziwny sposób "gra mi w duszy" bardziej niż muzyka polska. Lubię słuchać Chopina - ale jednak czołówka tej listy przebojów należy do Rosjan. 

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 stycznia 2019 21:49
  • środa, 30 stycznia 2019
    • Oddech muzyczny

      Mam ferie, co prawda zimowe, podczas których także sporo pracuję - ale zawsze jest trochę więcej czasu na odpoczynek. Odpoczywam przy swojej ulubionej muzyce. Mało jak dotąd umieszczałem na blogu muzyki klasycznej, zwanej też "poważną". Nawiasem mówiąc ciekawe czy za powiedzmy 100 lat jazz-rock albo rock progresywny nie będą także nazywane muzyką poważną lub klasyczną.

       

      A więc spośród utworów "klasycznych" mój numer jeden to "Obrazki z wystawy" Modesta Musorgskiego w instrumentacji Maurycego Ravela. Oryginał Musorgskiego to 10 miniatur fortepianowych skomponowanych w 1874 roku. Opracowanie orkiestrowe Ravela pochodzi z roku 1922. Umieszczam tutaj wersję w wykonaniu orkiestry z Bukaresztu, do której na youtubowym filmie dołączono informacje i komentarze w języku angielskim na temat całego dzieła i poszczególnych części. Można o tym też w kilku miejscach przeczytać po polsku, ale film podaje więcej ciekawych faktów. Tylko tytuł "Bydło" (11:30) jest tam niewłaściwie zinterpretowany jako polski wyraz oznaczający wóz ciągnięty przez woły. Lepiej objaśnia to Wikipedia. Niemniej chodzi o to samo - tytuł jest przykrywką dla właściwego znaczenia utworu, który miał obrazować los Polaków pod rosyjskim jarzmem. Przejmujący jest szkic pojawiający się w filmie na kilka sekund (12:42) przedstawiający ludzi stłoczonych na wozie, który kojarzy się z warszawskim pomnikiem "Poległym i Pomordowanym na Wschodzie". Natomiast kulminacyjny fragment "Bydła" to fortissimo symbolizujące polskie powstania narodowe. 


      

       

      W "Obrazkach" pojawia się jeszcze jeden polski akcent - "Samuel Goldenberg i Szmul" to dwaj Żydzi z Sandomierza, a ich muzyczny dialog to mój ulubiony fragment dzieła Musorgskiego i Ravela. Zwłaszcza genialna jest partia trąbki - i bardzo trudna do zagrania. Nie w każdym wykonaniu "Obrazków" dobrze wychodzi, w tym powyżej też nie całkiem mi się podoba, dlatego proponuję jeszcze posłuchać innej wersji, w której trębacz gra perfekcyjnie. Film od razu od miejsca. w którym zaczyna się miniaturka o dwóch Żydach.

       

      

       

      Swoją drogą nie wiem, dlaczego najbardziej podoba mi się "żydowski" fragment. Kiedyś już o tym pisałem.

       

      Zanim pierwszy raz usłyszałem "Obrazki z wystawy" w wersji klasycznej, już kilka lat wcześniej znałem je z opracowania tria Emerson, Lake & Palmer. W latach 70-tych było to kultowe nagranie dla wszystkich miłośników rocka progresywnego. Z tego samego okresu pochodzi też transkrypcja "Obrazków" na instrumenty elektroniczne w wykonaniu japońskiego muzyka Isao TomityKrótki fragment "Promenady" pojawia się także we wspaniałej suicie Skaldów "Krywaniu, Krywaniu" (6:20). 


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      środa, 30 stycznia 2019 22:32
  • sobota, 26 stycznia 2019
    • Dzień Islamu

      Co roku od 18 do 25 stycznia w Kościele Katolickim obchodzony jest tydzień modlitw o jedność chrześcijan. Jest tak już od ponad stu lat, niestety sprawa jedności podzielonego Kościoła posuwa się do przodu bardzo powoli. O tygodniu modlitw słyszy się często. natomiast mało kto wie, że dzisiaj katolicy w Polsce obchodzą Dzień Islamu. Większość Polaków obecnie kojarzy islam raczej z zagrożeniem niż z religią pokoju. Są zresztą podstawy, by islam tak postrzegać. No, ale są także podstawy, by postrzegać katolicyzm jako religię opresyjną, choć jest dokładnie odwrotnie. W Dniu Islamu jesteśmy wzywani do modlitwy o pokój między naszymi religiami, o właściwe wzajemne zrozumienie i współpracę tam, gdzie to jest możliwe. 

       

      Islam, chrześcijaństwo i judaizm, to trzy religie, które łączy wiara w Boga - jedynego i wszechmocnego Stwórcę, który darzy cały świat i każdego człowieka swoją miłością. Allah jest tym samym Bogiem, do którego mówimy "Ojcze Nasz". Wielu katolików uważa, że to jakiś inny, fałszywy bóg, nawet spotkałem się z takim stwierdzeniem ze strony znajomego jezuity. Tymczasem papieże, począwszy od Jana Pawła II, przy różnych okazjach modlą się razem z muzułmanami. Pięknym przykładem jedności była modlitwa powszechna podczas pogrzebu ś.p. Pawła Adamowicza. Brali w niej udział przedstawiciele kilku Kościołów chrześcijańskich, a także żydowski rabin i muzułmański imam. 

      Muzułmanie przywiązują bardzo dużą wagę do modlitwa - pod tym względem możemy z nich brać przykład. Imam w Gdańsku wypowiadał swoją modlitwę z przymkniętymi oczami i rozłożonymi rękami - przypominało mi to modlitwę we wspólnotach charyzmatycznych. Jestem przekonany, że wyznawcy Islamu widzą Europę jako obszar ateizmu i zepsucia. Tam, gdzie widzą prawdziwą wiarę chrześcijan, panuje wzajemny szacunek i zgoda - jest tak właśnie w Polsce. Niestety nasi prawicowi politycy, którzy doszli do władzy w dużej mierze dzięki lękowi przed rzekomym islamskim zagrożeniem, nadal podsycają ten lęk i wzajemną nieufność. Podobnie czynią katoliccy tradycjonaliści, którzy chcą być "świętsi od papieża". Dzisiaj przeczytałem sporo komentarzy z ostrą krytyką wspólnej modlitwy w gdańskim kościele mariackim. Lepiej jednak przeczytać o tym, co mówi na temat islamu papież Franciszek

       

       

      Na koniec piękna modlitwa do Jedynego Boga - słowa z Koranu:

      „W imię Boga Litościwego i Miłosiernego. Niech będzie chwała Bogu, władcy światów. On jest miłosierny i dobrotliwy. On jest królem dnia sądnego. Ciebie Panie czcimy, i Twej opieki wzywamy. Prowadź nas drogą zbawienia, drogą tych, których obsypałeś Twymi dobrodziejstwami; a nie tych, którzy na Twój gniew zasłużyli i w błąd popadli."

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      waqq
      Czas publikacji:
      sobota, 26 stycznia 2019 21:34

Kategorie

Kanał informacyjny