Polska, Kościół, i nie tylko

Wpis

sobota, 17 lutego 2018

Dobre imię Polski i zła ustawa

Ustawa, której celem miała być ochrona dobrego imienia Polski w świecie z początku wydawała mi się po prostu niepotrzebna. No bo co to da, że zagrozimy jakąś karą dziennikarzowi piszącemu artykuł w New York Timesie albo w Le Monde. Co najwyżej dziennikarz ten nie przyjedzie więcej do Polski, a to chyba nie będzie dla niego wielka strata. Tak więc skuteczność takiej ustawy byłaby zerowa.

 

Okazało się jednak, że to nie jest ustawa niepotrzebna. Jest wybitnie szkodliwa. Zniszczyła to, co miała chronić. Nieszczęśliwe określenie "polskie obozy śmierci", używane przez dziennikarzy dość bezmyślnie, ale też bez intencji szkodzenia Polsce, w ciągu ostatnich trzech tygodni zrobiło światową karierę. Najlepiej ilustruje to ten rysunek Andrzeja Milewskiego:

 

 

Ustawa grozi karą więzienia każdemu, "kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne". W odbiorze wielu osób w Polsce i na świecie takie sformułowanie jest groźne dla prawdy i wolności słowa. Kto ma weryfikować, czy wypowiedź jest "wbrew faktom"? Co znaczy "współodpowiedzialność" w odniesieniu do narodu? A przede wszystkim - dlaczego pisowski rząd uważa, że taka ustawa jest w ogóle potrzebna?

 

Dobrego imienia nie chroni się ustawami. Trzeba na nie po prostu zasłużyć. I to właśnie działo się z Polską przez ostatnie dziesięciolecia. Protesty robotnicze cyklicznie pojawiające się w czasach PRL, pozytywny odbiór na całym świecie tego co mówił o robił papież Jan Paweł II, powstanie i działalność "Solidarności", pokojowe przejęcie władzy przez demokratyczną opozycję w roku 1989, szybkie postępy w rozwoju ekonomicznym - to czynniki, które sprawiły, że Polska rzeczywiście na całym świecie zaczęła być postrzegana jako państwo nowoczesne i coraz silniejsze. Jednak od dwóch lat ta dobra międzynarodowa opinia o Polsce, granicząca czasem z podziwem, jest systematycznie niszczona. Sprawa Trybunału Konstytucyjnego, antydemokratyczne ustawy o sądownictwie, nieuczciwa gra z Francją w sprawie śmigłowców, idiotyzmy wygłaszane na temat katastrofy smoleńskiej, głosowanie 1:27 o przedłużenie kadencji Donalda Tuska w Radzie Europejskiej - to główne kroki polskiego rządu na równi pochyłej. A ostatnio europoseł Czarnecki uświadomił całą Europę co znaczy słowo "szmalcownik" i że byli tacy osobnicy właśnie w Polsce. Co doskonale zbiegło się w czasie ze światową dyskusją o polskich obozach. 

 

Jeśli chcemy, by dobrze o nas mówiono, nie możemy zrażać do siebie sąsiadów i przyjaciół. Nie możemy gwałcić przyjętych w naszym kręgu cywilizacyjnym zasad demokracji. Nie możemy wreszcie demonstracyjnie ogłaszać, że jesteśmy jako naród całkowicie czyści i niewinni. Szkoda, że pisowska władza tego nie rozumie.

 

Na koniec mądry dwuwiersz wielkiego Polaka - Cypriana Kamila Norwida:

 

Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala,

Czy ten, co mówić o tem nie pozwala?


Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
waqq
Czas publikacji:
sobota, 17 lutego 2018 23:03

Polecane wpisy

Kategorie

Kanał informacyjny