Polska, Kościół, i nie tylko

Wpis

niedziela, 17 września 2017

Historia rodzinna ze znakami zapytania

Dawno temu, kiedy mój ojciec był jeszcze dzieckiem, napadł na nas sąsiad, człowiek bogaty i okrutny. Zabił mojego dziadka, zniszczył połowę domu i przywłaszczył sobie całą naszą działkę. Parę lat później pokłócił się z drugim sąsiadem, lecz ten okazał się silniejszy. Wygnał napastnika nie tylko ze swojego terenu ale i z naszej działki. Razem z innymi sąsiadami przez kilka lat pilnowali, by agresor siedział spokojnie w swoim domu i zbierali plony z jego ziemi. Moja rodzina jednak dalej była w tarapatach, bo ów silny sąsiad zabrał nam spory kawałek ziemi, w zamian za to wspaniałomyślnie dając część działki pokonanego przeciwnika. Mówił, że tak będzie sprawiedliwie, bo przecież nas obronił. Babcia i jej dzieci niewiele mieli do gadania, zresztą trzeba przyznać, że ziemia, którą dostali, była dobrze zagospodarowana. Zwycięski sąsiad pomógł im też w odbudowie domu, lecz uznał, że odtąd nasza rodzina musi być mu posłuszna i gospodarować według jego wskazówek. Kiedy babcia wspomniała o odszkodowaniu, które należało się rodzinie od pokonanego napastnika, sąsiad-zwycięzca podarował jej kilka mebli z jego domu i przez kilka lat dzielił się z naszą rodziną tym, co zebrał z jego ogrodu.

 

Kiedy mój ojciec stał się dorosły, nie próbował tego zmienić, bo nie znał innego życia jak tylko pod kuratelą silnego sąsiada. Ja i mój brat też zostaliśmy wychowani w tej atmosferze – ale czuliśmy, że coś jest nie tak i szukaliśmy okazji do tego, by jednak coś zmienić w rodzinno-sąsiedzkich układach. Obaj przeciwnicy sprzed lat już nie żyli. Syn dawnego agresora okazał się przyzwoitym człowiekiem, przeprosił za winy swojego ojca i uznał, że zabrany mu kawałek działki może do nas należeć już na zawsze. Niestety syn sąsiada-zwycięzcy był życiowym nieudacznikiem. Jego ogród był zapuszczony, co zarobił to przepijał, ale nadal rościł sobie prawo do ingerowania w życie naszej rodziny. A moi rodzice bali się mu przeciwstawić.

 

Gdy doszło do głosu moje pokolenie, udało nam się wreszcie uzyskać niezależność. A nawet zaprzyjaźniłem się z wnukiem człowieka, który wyrządził tyle krzywd mojej rodzinie. Był to facet inteligentny i pracowity, osiągnął jeszcze większy dobrobyt niż jego dziadek, a przy tym czuł, że mojej rodzinie należy się od niego jakieś wsparcie. Pomógł nam wyremontować dom, załatwił mi dobrą pracę, i wprowadził do klubu, w którym zapadały ważne decyzje dla naszej lokalnej społeczności.

 

Mój brat jednak nie lubi mojego nowego przyjaciela. Ostatnio domaga się, bym zażądał od niego odszkodowania za wszystko co zniszczył i ukradł jego dziadek. Próbuje nawet wyliczyć, jaka kwota nam się należy. Ma też pretensję do ojca, że przez całe życie cicho siedział, nie upominał się o swoje i przebaczył sąsiadowi. Sam ciągle wspomina rodzinne krzywdy, co mnie dziwi, bo brat często chodzi do kościoła i nawet ma znajomych księży. 

 

Rozsądźcie między mną a bratem. Czy powinienem dopominać się o pieniądze, które być może rzeczywiście nam się należą? A może lepiej z tego zrezygnować i nadal cieszyć się przyjaźnią człowieka, który w różnych okolicznościach życia może nam wiele pomóc? I w ogóle starać się dobrze żyć z sąsiadami zamiast każdemu wypominać, co złego doznaliśmy od jego przodków?


Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
waqq
Czas publikacji:
niedziela, 17 września 2017 00:36

Polecane wpisy

Kategorie

Kanał informacyjny